Angielski w pracy projektanta

Angielski w pracy projektanta

O tym, że myśląc o pracy projektowej, serio trzeba wziąć naukę języka angielskiego już wspominałam. Ale temat wrócił ostatnio kilka razy w rozmowach z Wami i pomyślałam, że warto poświęcić mu osobny temat. Bo prędzej czy później tego angielskiego potrzebować będziecie, nawet jeśli nie planujecie wyjeżdżać za granicę. Ale jak to? A już Wam opowiadam!

Polski nie jest zbyt popularnym językiem. Nic więc dziwnego, że wiele programów i aplikacji nie wspiera polskiej wersji językowej. Do tego dochodzi kwestia kursów i tutoriali. Choć społeczność rodzimych projektantów w sieci się powiększa, to wciąż malutki ułamek tego, co dostępne jest na wyciągnięcie ręki (ale tylko po angielsku). Ba, coraz więcej polskich projektantów i firm, decyduje się na prowadzenie komunikacji w języku angielskim. Wszelkiej maści nowości związane z naszą branżą pojawiają się więc najpierw na zagranicznych stronach, a dopiero później, o ile w ogóle, zostają poruszane w rodzimym języku. O książkach i ich tłumaczeniach nie będę już nawet wspominać.

Ale brak znajomości angielskiego to nie tylko braki w dostępach do materiałów. Nawet jeśli pracujecie w Polsce, w polskiej firmie, może okazać się, że będzie wymagało się od Was kontaktować z kimś z poza kraju. Czy to będzie pracownik drukarni, czy programista, któremu przekazać trzeba pliki, czy klient, któremu trzeba będzie wytłumaczyć, zapytać, skrobnąć maila – takie sytuacje mogą zdarzyć się i w małej, lokalnej firmie i dużej korporacji. Coraz więcej oddziałów międzynarodowych korporacji otwiera się w polskich miastach. Coraz więcej firm, decyduje się również na zatrudnianie osób, które po polsku po prostu nie mówią. O tym, że komunikacja jest ważna już wiecie – fajnie, żeby nie psuł jej strach, przed wypowiedzeniem choćby zdania w innym języku.

Znajomość języka otwiera Wam również furtkę do pracy z zagranicznymi klientami. Praca zdalna, tak popularna wśród projektantów, to możliwość realizacji ciekawych zleceń, płatnych w obcej walucie. Nie wspominając o tym, że po prostu możecie wyjechać za ciekawą pracą do innego kraju.

angielski w pracy

No, ale jak to zmienić?

Nie jestem specjalistką od nauki języka, nie powiem Wam zatem jak się go nauczyć, jeżeli nie znacie choćby podstaw. Całe szczęście jest internet i jeśli nie zdecydujecie się na korepetycje czy szkołę językową, jest mnóstwo blogów i kanałów, które pomogą Wam w nauce. Jeżeli dodacie do tego aplikacje (typu Duolingo czy Memrise) i oglądanie filmów czy seriali bez polskiego lektora, to możliwości nauki rodzi się całkiem sporo.

Ale to wciąż niekoniecznie pomoże Wam w poprowadzeniu spotkania, prezentacji czy napisaniu kilku zdań klientowi w mailu. Bo co z tego, że kojarzycie kilka powiedzonek i nazwy wszystkich chorób z Grey’s Anatomy, skoro nie potraficie opisać swojego projektu i uargumentować decyzji projektowych. Jak się podciągnąć z branżowym słownictwem? Mam na to kilka swoich sposobów.

Programy z angielskim interfejsem

Słowa używane w etykietach interfejsu określają efekty i narzędzia, z których korzystacie. Jeżeli będziecie kojarzyć te określenia, dużo łatwiej będzie Wam na przykład opisywać projekty w Waszym portfolio, a także rozmawiać o projektach ze współpracownikami i klientami. Dlatego staram się używać oprogramowania z angielskim interfejsem (czasami też nie ma innego wyboru), co ułatwia zapamiętywanie nowych słówek, skoro widzę je w codziennej pracy z programem. Tu mistrzem są programy graficzne, z których z reguły wylewa się masa opcji, efektów graficznych i terminów typograficznych. Zwróćcie na nie uwagę.

Książki i artykuły po angielsku

Czytanie po angielsku branżowych nowinek świetnie poprawiło moją znajomość słownictwa, i mam wrażenie, że mocno pomogło w pisaniu. I choć pamiętam, że początki były dość trudne (bo ani nie kumałam połowy po angielsku, ani kiedy przetłumaczyłam sobie na polski), to szybko zaczęłam zauważać efekty. Na początku sporo czasu poświęcałam na tłumaczenie pojedynczych słów, czy nawet całych fraz. Ale z każdym kolejnym artykułem i każdą kolejną książką było coraz łatwiej. W zapamiętywaniu bardziej skomplikowanych terminów, na przykład tych związanych z psychologią poznawczą, pomogło też notowanie. Takie klasyczne zapisywanie tego co zrozumiałam z książki czy artykuły – w notesie, który sobie założyłam na takie potrzeby. Notatki tworzę oczywiście w języku angielskim, co pomaga mi utrwalić nowo poznane słówka.

angielskie książki

Samo czytanie i zapisywanie jednak nie wystarczy. Bo kiedy trzeba porozmawiać, na żywo, czy na skajpie, szybko uświadomiłam sobie, że wiem jak dane słowa się pisze, co oznaczają, ale za cholerę, nie mam pojęcia jak się je czyta. I tu do codziennego rytuału czytania po angielsku, dodałam małe usprawnienie. Oprócz sprawdzenia co oznacza słówko, sprawdzam też jak się je wypowiada (tu pomaga opcja z google translate, która „czyta słowo”). Pomaga również oglądanie anglojęzycznych kanałów na YouTube, czy słuchanie podcastów. Czyli do oczytania, dodajemy osłuchanie.

Przykładowe serwisy, które można śledzić:
Smashing Magazine
Prototypr blog
Web Design Blog
Podcast Design Matters
I cała masa z Web Designer News

Social media

Warto śledzić grupy na FB, LinkedIn czy konkretnych, zagranicznych projektantów na Twitterze. Zerkajcie na dyskusje i próbujcie brać w nich udział. Na nic zda się nauka języka, jeśli po prostu nie zaczniecie go używać. Jeżeli na co dzień, w pracy, nie macie takiej możliwości, uzupełnijcie sobie te braki w ramach choćby scrollowania fejsbuka, czy dodania komentarza na ulubionym blogu. Pomijając aspekt edukacyjny, to świetna okazja do nawiązania nowych kontaktów.

To się po prostu opłaci

Czasy, kiedy można narzekać na brak możliwości nauki już minęły. Na wyciągnięcie ręki mamy całą masę narzędzi, które pomogą w codziennym szlifowaniu języka. Zwłaszcza, że w codziennej pracy nie potrzebujecie go na niewiadomo jakim poziomie. Nie musicie mówić jakby angielski był Waszym ojczystym językiem. To nic, że będziecie popełniać błędy, przekręcać litery czy nie wypowiadać słówek z idealnym akcentem. Będziecie pracować często z ludźmi, dla których angielski również nie jest pierwszym językiem – oni też będą popełniać błędy. Ale jeśli się dogadacie i przy okazji nie umrzecie ze stresu, to punkt dla Was.

Zdarza mi się kaleczyć angielski. Właściwie twierdzę, że mówię dość średnio, zwłaszcza, kiedy zaczynam porównywać się do koleżanek czy kolegów z pracy. Ale mam poczucie, że każda kolejna rozmowa w tym języku, każde poprowadzone spotkanie czy rozmowa na Skype, sprawiają, że jestem odrobinę lepsza. I to wystarczy mi żeby próbować i szlifować go dalej.

A jak to jest z Wami? Angielski to dla Was pikuś, czy na samą myśl rozmowy w obcym języku dostajecie drgawek? Macie jakieś swoje patenty na szlifowanie branżowego słownictwa? Dajcie znać w komentarzach!

No i przypominam o trwającym #grafowyzwanie i możliwości zapisania się do zebzowego newslettera! No to tyle, udanego tygodnia!

kanał o projektowaniu