grafik szuka pracy

Praca

Błędy, które popełniałam na rozmowach kwalifikacyjnych…

Haaa, ostatnio na YouTube mówiłam o błędach, które popełniają młodzi, początkujący graficy, dziś opowiem o błędach swoich. Czyli wpis o tym jak robiłam z siebie debila na rozmowach kwalifikacyjnych ku przestrodze, żebyście sami tych błędów nie popełniali.

Oczywiście, zerknijcie też na kanał, gdzie znajdziecie film na ten temat (tak jeśli Wam się czytać nie chce dziś):

Wysyłałam CV wszędzie jak popadnie

W związku z tym, że strasznie mi się spieszyło ze znalezieniem pracy, zgłoszenia wysyłałam wszędzie, gdzie mogłam spełniać oczekiwania pracodawców. W efekcie lądowałam na rozmowach o pracę dla osób, które miały zajmować się na przykład przygotowywaniem grafik do druku, projektowaniem kalendarzy czy ulotek, czyli rzeczami, którymi absolutnie nie chciałam się zajmować. Koniec końców i tak nie wybierałam ofert, które mnie nie interesowały ze względu na zadania wykonywane na danym stanowisku, więc straciłam i swój i rekruterów czas.

Nie zapisywałam, gdzie wysyłałam CV

Jak wspomniałam wcześniej, wysyłałam CV jak popadnie. A że moje kwalifikacje pozwalały mi na startowanie na różne stanowiska – od grafika związanego z drukowanymi materiałami, przez web designera, czy osobę, która miała zajmować się animacjami, startowałam na różne posady. W związku z tym, że w dużej mierze korzystałam z portali z ogłoszeniami, kiedy dostawałam zaproszenie na rozmowę, nie zawsze wiedziałam… na jakie stanowisko aplikowałam (enigmatyczne „aplikowała Pani na grafika” niewiele przecież mówi, a ogłoszenia znikały po jakimś czasie).

I to był duży błąd, bo kiedy na rozmowie w jednej z większych agencji reklamowych poproszono mnie o to, bym opisała swoje umiejętności i to co lubię robić najbardziej, opisałam bardzo szeroko to, jak fascynuje mnie projektowanie produktów cyfrowych, a okazało się, że aplikowałam tam na osobę od druku.

bledy na rozmowach kwalifikacyjnych

Nie sprawdzałam jak dotrzeć do firmy

Kiedy szukałam swojej pierwszej pracy nie miałam jeszcze smartfona. I najwyraźniej nie byłam najbardziej ogarniętą osobą na świecie (nie żebym teraz była). Mając adres do firmy, gdzie miałam mieć rozmowę, zazwyczaj tylko szybko zerkałam na mapę i mniej więcej wiedziałam jak dotrzeć na miejsce. Tymczasem, jako osoba, która nie znała Warszawy, w praktyce okazywało się, że no tak, firma jest gdzieś mniej więcej w tamtej okolicy, ale nie za bardzo wiem, gdzie.

Świetnym przykładem jest ten z mojej pierwszej pracy, gdzie wydawało mi się, że doskonale wiem jak dotrzeć na daną ulicę, ale wysiadłam zbyt wcześnie (o jakieś 10 przystanków zbyt wcześnie) i uparłam się, że wiem co robię i jak będę szła w tamtym kierunku to na pewno dojdę tam gdzie trzeba. A że wysiadłam na Kolejowej (to taka mało przyjemna ulica) i akurat zaczęła się mega ulewa, po kilkuset metrach sprawdziłam jednak na mapie gdzie powinnam być. Okazało się, że jestem w zupełnie innej dzielnicy. Ostatecznie złapałam taksówkę i cała przemoczona i spóźniona dotarłam na rozmowę.

Nie sprawdziłam firmy, do której idę

To zdarzyło mi się tylko raz w takiej hardkorowej wersji, że naprawdę nie wiedziałam do kogo idę, a złożyło się na to wspomniane wcześniej wysyłanie gdzie popadnie zgłoszeń i nie zapisywanie tego. Zadzwoniła do mnie pani zapraszając mnie na rozmowę, zanotowałam adres, ale nie usłyszałam dobrze nazwy firmy i… z jakiegoś idiotycznego powodu nie poprosiłam o jej powtórzenie.

A może wyszła z założenia, że jeśli mam adres to sobie znajdę i firmę? Tymczasem w domu okazało się, że na mapie nie ma niczego co mogłoby brzmieć jak firma, do której składałam podanie. Stwierdziłam, że głupio trochę po takim czasie dzwonić i pytać – no hej, ale to w ogóle kim wy jesteście? I poszłam w ciemno.

Na miejscu oczywiście okazało się, że jestem pod niewłaściwym adresem, bo źle go zapisałam, więc jak już dotarłam dwie przecznice dalej, spóźniona, okazało się, że firma do której przyszłam była całkiem sporą agencją reklamową o dużej renomie, tylko za cholerę nie pamiętałam co mieli w portfolio.

rozmowy o prace bledy

Na rozmowie padło pytanie czy widziałam portfolio i czy jakieś prace mnie szczególnie zainteresowały, a że wiedziałam, że no niestety nic mądrego nie wymyślę, przyznałam się do tego, że właściwie to nie byłam na ich stronie, tzn. byłam, ale niespecjalnie coś pamiętam… Cóż, pani była dość zniesmaczona, trochę zszokowana, a rozmowa dosyć szybko się zakończyła. To chyba najbardziej żenująca rozmowa jaką odbyłam.

Nie pamiętałam co miałam w CV…

To jest głupie, ale dlatego mówię często żebyście nauczyli się opowiadać o swoim doświadczeniu i pracach w portfolio. Bo prawie wszyscy pytają o jakieś prace lub po prostu proszą o to by opowiedzieć o tej ulubionej.

No cóż. Ja miałam przypadek, że ktoś zapytał mnie o to z jakich programów korzystam. I szczerze mówiąc korzystam z wielu i wiele miałam wpisanych. Wymieniłam więc po kolei Photoshopa, Illustratora, Flasha, Premiera, Aftera, InDesigna i tak dalej, po czym dodałam, że w wersji CS 5.5 (dla niewtajemniczonych – zanim pojawił się Adobe Creative Cloud, ich oprogramowanie było wypuszczane w wersjach np. 4, 5, 5.5 czy 6).

Pan popatrzył na mnie zdekoncentrowany i spytał 5.5? A ja zaczęłam się miotać, bo prawdą jest, że korzystałam wówczas z trzech różnych wersji – na studiach z CS 6, w domu z CS 5 a w pracy z CS 5.5 (albo jakoś tak( i zamiast wytłumaczyć to w ten sposób, zaczęłam głośno zastanawiać się, co wpisałam w CV, mówiąc na koniec, no nie pamiętam.

I dla normalnego projektanta w sumie nie robiłoby to żadnej różnicy, bo wersje te niewiele się od siebie różniły, ale w praktyce wyszło dosyć głupio, że po prostu nie wiem z jakich programów korzystam, a dwa, nie pamiętam co wpisałam do CV…

Uczcie się na moich błędach

Więęęęęc jeżeli właśnie wybieracie się na rozmowę kwalifikacyjną, upewnijcie się, że wiecie do kogo i gdzie idziecie i że potraficie opowiedzieć coś o projektach ze swojego portfolio i pamiętacie co macie zapisane w CV, a przynajmniej odpadnie Wam stresowanie się takimi głupotami, o które w gruncie rzeczy, można zadbać dużo wcześniej.

Od 9 lat zajmuję się projektowaniem (na co dzień IA) i nie wyobrażam sobie żeby zajmować się czymś innym (choć projektowanie w moim wypadku to bardzo, bardzo szerokie pojęcie). W wolniejszej chwili jem, gram w gry i czytam nie tylko sci-fi i komiksy ;)

  • Karolina Jarosz Bąbel

    Przydatny wpis 😉 Lepiej uczyć się na błędach cudzych niż swoich 😉

  • Niestety, kilka z nich też popełniłam jak szukałam pracy, szczególnie to niezapisywanie, gdzie wysłałam cv, albo nie sprawdzenie firmy, a potem gorzkie rozczarowanie. Jednak człowiek całe życie się uczy 🙂

  • Je też sam przeszedłem przez kilka podpunktów, no ale na swoich błędach uczymy się najszybciej ;). Znasz jakieś miejsca gdzie można pobrać albo wygenerować ładnie zaprojektowane CV?

    • Niee, zupełnie nie ogarniam takich czarów, bo nigdy za bardzo nie potrzebowałam szukać

  • Teresa Bęben

    Na co dzień zajmuję się rekrutacją i wszystkie te błędy obserwowałam po drugiej stronie barykady. 🙂 Najważniejsze to wyciągać z nich lekcje. Nawet w przypadku szukania pracy to ,,praktyka czyni mistrza”. 🙂

  • Kasia Klocek

    O, tak, ta wszechogarniająca nadzieja (granicząca z pewnością), że dotrze się na miejsce nie będąc w tamtych okolicach wcześniej… Znam, oj jak ja to znam
    😀

    • znam, znam, tylko czemu ciągle do cholery powtarzam 😀

  • Fajnie, że potrafisz przyznać się do swoich błędów. Ja też kiedy patrzę wstecz na moje rozmowy podczas studiów, zwłaszcza na ich początku, w życiu bym się nie zatrudniła 😉

    • Też mam podobne odczucia. Myślę, że warto zauważać i przyznawać się do błędów, bo to już prosta droga żeby je naprawiać 🙂

  • Warto przyznawać się do swoich błędów i wyciągać z nich wnioski (i oczywiście nigdy więcej ich nie popełniać) 🙂

  • Ja na rozmowach kwalifikacyjnych za bardzo się denerwowałam i to był błąd, ponieważ później plątał mi się język i nie umiałam nic powiedzieć. Fakt, że na nerwy nie można nic poradzić, ale dzisiaj podeszłabym do tego na spokojnie.

    • ja odkąd wyszła z założenia – nie ta firma, to następna, zupełnie zmieniłam podejście do rozmów 🙂 a z biegiem lat zakładam, że to raczej firma musi mnie sobą zainteresować jeśli faktycznie chcą mieć w zespole 😛 takie przewartościowanie zbawiennie działa na nerwy!

  • Te wskazówki z powodzeniem można rozciągnąć na inne branże. Ja miałam listę pracodawców i odhaczałam.

    • no ta list pracodawców brzmi całkiem rozsądnie 😛 szkoda, że sama na to nie wpadłam wcześniej

  • Z tego, co opisujesz, to Twoim głównym grzechem było… SPÓŹNIANIE SIĘ! 😛 Jako osoba, która rekrutowała do firmy wiem, jak bardzo jest to uciążliwe, bo zazwyczaj masz poumawiane osoby co 15 – 20 minut i taki spóźniony delikwent rozwala cały system 😛 Na szczęście możliwość zatrudniania ludzi dała mi spojrzenie od drugiej strony i teraz wiem, na co zwracać uwagę 🙂 I wykucie na pamięć swojego CV to faktycznie mus, ale także mowa ciała jest bardzo ważna.

    • A właśnie nie! 😀 Bo jestem absolutnie zbzikowaną osobą na punkcie punktualności i zdarzyło mi się spóźnić tylko w tych dwóch przypadkach, kiedy… zabłądziłam 😀 Zazwyczaj jestem nawet dużo, dużo wcześniej, właśnie dlatego, że potem szukam miejsca docelowego odpowiednio długo. W domu to ja jestem osobą, która stoi z zegarkiem w ręku i nerwowo tupie nóżką 😛