Ilustracje, litery i warsztaty – rozmowa z Adą Strzelczyk

portret Ady z fragmentami jej ilustracji

Ada (Paperiada) jest osobą, którą od dłuższego czasu podglądam w sieci. Lubię styl jej ilustracji, estetykę i sposób w jaki pokazuje swoje prace i działania z obszaru projektowania. To dla mnie taki feel good content, więc kiedy zastanawiałam się nad osobami, z którymi chciałabym pogadać na kanale, a niekoniecznie są związani z UXem, to pomyślałam właśnie o niej. Zapraszam was na drugą rozmowę – pogadankę – o doświadczeniach, edukacji i rozwoju zawodowym w obszarze projektowania. Tym razem o projektowaniu graficznym, animacji, kaligrafii i… prowadzeniu warsztatów.

Gościni spotkania

Ada Strzelczyk – w szkole była jedną z nielicznych osób w klasie, które wiedziały co chcą robić w życiu. Wybór nie był sprecyzowany, ale nigdy nie wykraczał poza kreowanie. Malarstwo, rysowanie, ozdabianie w każdym możliwym czasie było sposobem na przeżycie kilkunastu lat życia.

W dalszym czasie skończone studia magisterskie na Uniwersytecie Artystycznym w Poznaniu, praktyki w studiu Bękarty, praca w Solar Company, NeoNail oraz prowadzenie własnego studia pozwoliło jej wdrożyć się na stałe w projektowanie graficzne. Aktualnie: mieszkająca w Warszawie projektantka graficzna na pełen etat, założycielka projektu Paperiada, w ramach którego zajmuje się ilustracją, animacją, kaligrafią, identyfikacją wizualną, warsztatami z kaligrafii. Na koncie ma współprace z markami takimi jak: E-obuwie, Oshee, Brama Poznania ICHOT, Centrum Kultury Zamek w Poznaniu, wytwórnia muzyczna STMPD RCRDS, Loft37, PaperConcept, Euforma, Food&Friends, Mamako, Nameme, Aspire Wedding Planner, Coconaut. Poszukująca odpowiedzi na pytanie jak rozciągnąć dobę, aby zrealizować wszystkie pomysły – niestety jeszcze jej nie znalazła. Entuzjastka planowania, spotkań w kawiarniach, ładnie pomalowanych paznokci i podcastów kryminalnych.

Więcej o Adze dowiecie się stąd:
https://www.instagram.com/paperiada
https://www.facebook.com/paperiada
https://www.paperiada.com

Ilustracje, litery i warsztaty – zapis rozmowy

NB: To tak słowem wstępu, dam tylko znać, że jest tutaj dzisiaj ze mną Ada Strzelczyk, która będzie odpowiadać na moje pytania. Będzie odpowiadać na pytania związane z pracą twórczą, z tym jak jej się pracuje, co robi, co tworzy, i jak w ogóle dochodziła do tego momentu, kiedy zaczęła tworzyć i zaczęła też na tym tworzeniu zarabiać, więc liczę na to, że będzie to trochę taka rozmowa inspiracyjna dla osób, które być może myślą o swoim biznesie twórczym albo w ogóle zastanawiają się, co w tym biznesie można robić.

My tutaj sobie będziemy rozmawiać przez najbliższą godzinę, a ja chciałam tylko wspomnieć o tym, że jest czat. Jest możliwość zadawania pytań do tego, o czym rozmawiamy i taka moja propozycja jest, żeby sobie trochę pogadać, a na pytania ewentualne odpowiedzieć w drugiej części naszej rozmowy, jak już się będziemy zbliżać trochę do końca, więc jeżeli macie jakieś pytania, a nie możecie na przykład zostać do końca, to też można zostawić się na czacie i później obejrzeć nagranie. Nagranie jak zwykle będzie dostępne również z napisami i w transkrypcji na blogu. Więc to chyba wszystko, co chciałam powiedzieć słowem wstępu.

Cześć, moja gościni wspaniała tutaj. Miło Cię widzieć w moich skromnych progach.

AS: Cześć Tobie i cześć wszystkim. Bardzo dziękuję za zaproszenie. Mam nadzieję, że będę miała tak gadane jak Ty, bo na co dzień więcej projektuję niż rozmawiam i niż mówię o projektowaniu, więc dam z siebie wszystko, żeby Wam dzisiaj przekazać jak najwięcej.

NB: Ja mam nadzieję, bo ja już tutaj sobie, wiesz, zrobiłam kawę, zaraz się rozsiądę wygodnie w fotelu i będę czekać, aż mi będziesz wszystko opowiadać. Ja tu dzisiaj przyszłam na gotowe, żeby tylko słuchać. Nie, jasne, będę pomagać i wspierać, jeżeli będzie taka potrzeba, ale zaraz przejdziemy do tego, czym się zajmujesz i ja wcale nie wierzę, że Ty tylko projektujesz i nic nie mówisz i nie opowiadasz.

Tak, do tego zaraz dojdziemy. No dobrze, no to może zacznijmy od tego, żebyś nam się przedstawiła. Być może są osoby, które nas dzisiaj oglądają, może później będą nas również oglądać osoby, które nie znają Cię z Twojego projektu Paperiada. Czy mogłabyś trochę opowiedzieć o tym, co robisz na co dzień? Gdzie, jako kto pracujesz? I jak wygląda w ogóle taki Twój typowy dzień pracy?

AS: Na co dzień jestem projektantką graficzną, jestem nią już od wielu lat. To się nie zmienia i nie zapowiada się, że to się zmieni. Aktualnie jestem pracownikiem etatowym jako projektant, ale przede wszystkim założyłam i do tej pory prowadzę projekt Paperiada i zajmuję się głównie ilustracją, animacją i też warsztatami z kaligrafii. Kaligrafią ogólnie rzecz biorąc i typografią. Oczywiście warsztaty przeprowadzałam do któregoś momentu, kiedy jeszcze nie było takich obostrzeń, natomiast w dalszym ciągu je przeprowadzam.

Mam nadzieję, że niedługo z nimi wrócę. Warsztaty przeprowadzałam w sumie w całej Polsce, było już ich kilkadziesiąt. Trochę już miast większych zwiedziłam z moimi warsztatami. Natomiast wracając do projektowania, jako takiego, na co dzień zajmuję się różnymi zleceniami, które związane są głównie z ilustracją, kaligrafią i animacją. I tak wokół tych trzech części moja działalność się w sumie zamyka.

NB: To jeszcze Cię podpytam o to, bo tutaj używałyśmy takiego określenia – Paperiada. Czy Paperiadę możemy tłumaczyć jako nazwę Twojej firmy i działalności? Czy to jest coś więcej, coś się za tym kryje?

AS: Tutaj, dla osób, które zapamiętały, że mam na imię Ada, no to pewnie się zorientowały, że jest tam moje imię i tak, to jest projekt i moja działalność głównie, nazywa się Paperiada. Natomiast sama nazwa, oczywiście wymyśliłam ją. Nie było to wcale takie łatwe. Pamiętam, że sobie założyłam, że chcę założyć projekt. Chcę, żeby on nie był tylko działalnością, ale żeby zamykał tę całą twórczość i tą całą moją inicjatywę kreatywną i był związany także przede wszystkim ze mną.

Chciałam zrobić sobie sama sobie taką markę osobistą, no i bardzo długo szukałam tej nazwy i oczywiście wkurzałam się i rzucałam papierami, natomiast w momencie kiedy po prostu się poddałam, stwierdziłam, że ja już nigdy nie wymyślę i po prostu będę pod imieniem i nazwiskiem, to ten pomysł przyszedł i pięknie skleił te wszystkie aspekty, którymi ja się zajmuję, bo tak na prawdę wszystko zaczyna się u mnie od papieru, od szkicu, po typografię, no i jest spod mojej ręki, czyli Ady Strzelczyk. Tak w skrócie mówiąc.

NB: Piękna historia, ja jestem fanką nazwy. To dam tylko znać osobom, które się przyglądają, przysłuchują, że w opisie filmu wrzuciłam linki do tych wszystkich miejsc, gdzie możecie znaleźć Adę. Również na Instagramie, gdzie jest mnóstwo pięknych ilustracji i zdjęć, pięknej kaligrafii, ja zachęcam. Mam wielką przyjemność podglądania Cię w sieci i Twojej twórczości. No dobra, ale to powiedz mi teraz, jak do tego wszystkiego doszłaś. To znaczy, w którymś momencie stwierdziłaś – tak, będę robić takie rzeczy i będę próbować sobie na tym zarabiać? Czy to się wiąże z jakąś konkretną ścieżką edukacji? Wiedziałaś od samego początku, czym się będziesz zajmować, że będziesz robić takie rzeczy?

AS: Historia jest taka, że kiedy dostałam się na studia i studiowałam na Uniwersytecie Artystycznym projektowanie graficzne, to tam skończyłam magisterkę, ale już od samego początku zorientowałam się, że projektowanie nie polega tylko na jednej ścieżce, na przykład tylko na pójściu na etat, ale formy projektowania graficznego są bardzo różne.

Można pracować i w dużej firmie i w małym studiu i mieć swoje studio i pracować jako freelancer, więc tutaj ten wachlarz jest bardzo szeroki. No i postanowiłam po prostu spróbować wszystkiego. 

No i oczywiście najłatwiej było iść najpierw na staże, praktyki, oczywiście też później jak poszło w eter, że gdzieś tam projektuję, no to też jako freelancer, potem jeszcze po drodze byłam na etatach, no i w końcu przyszedł ten moment, kiedy poczułam, gdzieś tam w sobie, że kurczę, chciałabym spróbować poprowadzić coś swojego, że już jakieś doświadczenie mam. Jak sobie myślę o tamtej chwili, to było to dość jednak brawurowe i odważne, po tych wielu latach, po których jestem teraz, że aż tak wiele nie wiedziałam jak mi się wtedy zdawało, zresztą to szybko się okazało, już prowadząc na początku swoją działalność. Natomiast ta działalność, ona nie zaczęła się, już tak mówiąc pod względem stricte zawodowym, to nie zaczęła się od założenia działalności jako takiej, ale najpierw poszłam do Akademickich Inkubatorów Przedsiębiorczości. I tam próbowałam kilka miesięcy i tak naprawdę miałam pełne wsparcie i tak jakby wprowadzenie, jak się tą firmę prowadzi. 

A później, kiedy już poczułam się na siłach, to założyłam własną działalność i w sumie tak jest do teraz. Jeśli chodzi o samą Paperiadę, no to tak jak mówiłam. To jest projekt, który jakby scala wszystkie moje działalności. To, że ilustruję, zajmuję się kaligrafią czy animacją, to przyszło gdzieś po drodze, w różnych momentach. W sumie każda ta przestrzeń graficzna pojawiła się w trochę innych chwilach. Na początku była ilustracja, bo sama zaczynałam od… miałam iść w ogóle na malarstwo. Tutaj mój profesor od malarstwa, który przygotowywał mnie do egzaminu był przekonany, że ja w ogóle będę jakąś malarką.

Natomiast inna nauczycielka, którą spotkałam po drodze w moim życiu, wprowadziła mnie w projektowanie graficzne, no i to był moment wyboru. Wybrałam projektowanie, nie żałuję do dzisiaj. Malowanie zresztą zostało też do dziś i dalej się tym hobbystycznie zajmuję.

Natomiast poszłam na projektowanie i tak, później tak jakby przepadłam. Rozgadałam się, już chyba odpowiedziałam na tysiąc innych pytań.

NB: Nie, nie, nie, zupełnie. Ja mam tysiąc organizacyjnych pytań, w związku z tym, jeszcze Cię spytam o szkołę. Bo skończyłaś dwukierunkowe w sumie, więc pytanie – czy jeszcze w międzyczasie doszkalałaś się w jakiś sposób i jak wygląda ta edukacja po szkole? Czy korzystałaś na przykład z jakichś warsztatów albo szkoleń? Czy robiłaś to jakoś na własną rękę? Jak to wyglądało u Ciebie?

AS: Powiem szczerze, że bardzo dużo działałam podczas studiów i zaczęłam już bardzo szybko działać dodatkowo i bardzo to polecam, bo studia jako tako dały mi bardzo dużo.

Nie żałuję ich, oczywiście jest ta taka wielka polemika, czy warto iść na studia będąc projektantem. To ja mam stanowisko takie niejednoznaczne, bo mam świadomość tego i mam mnóstwo znajomych, którzy są świetnymi projektantami, ale nie są po studiach graficznych. Tak też wiem, że studia graficzne też się przydają w taki sposób, że w bardzo krótkim czasie, można być w środowisku, wśród ludzi, profesorów razem z programami, ze wszystkim w jednym pakiecie i w kilka lat to posiąść. 

Natomiast można posiąść to samo bez studiów, tylko trzeba bardzo dużo samodyscypliny i motywacji. I tutaj jest pytanie, czy wolimy to robić na własną rękę bez studiów i to będzie dla nas lepsze, czy po prostu pójść na studia, dostać się i już nie mówię, czy ASP czy prywatne czy jakiekolwiek inne. No i wtedy być w tym środowisku. Oczywiście można rozmawiać dalej, które studia, które są lepsze. Natomiast tak, ja skończyłam ASP, natomiast czułam już pamiętam podczas studiów, że chyba to nie jest do końca środowisko, w sensie takim, że nie będę wiedziała jak rozmawiać z klientem i w ogóle ta sfera rozmowy i korelowania z klientem jest absolutnie, wtedy przynajmniej była, pominięta, no i poczułam, że szybko muszę dodatkowo tą wiedzę poza murami jeszcze sprawdzić. 

No i tak podejmowałam się różnych praktyk. Byłam na praktykach w studiu Bękarty. Ja bardzo polecam to studio w Poznaniu, to są fantastyczni ludzie i dużo im zawdzięczam. No i też bardzo szybko spróbowałam po prostu dostać się do pracy na etat. Tutaj dostałam się właśnie do Solar Company, no i tam to już po prostu poleciało… naprawdę robiłam wszystko co możliwe i tam już sprawdziłam się pod każdym względem, jeśli chodzi o projektantkę. I sprawdziłam moje umiejętności, to co umiem, a czego nie. I dużo się nauczyłam. Tak, i też dodatkowo warsztaty, na przykład byłam na warsztatach Kopublikacja. I to były warsztaty prowadzone we Wrocławiu ze składu książek. 

Później Art & Fashion Festival, to była akurat ilustracja modowa. Także bardzo dużo różnych dodatkowych działań poza uczelnią. Tak naprawdę wydaje mi się, że jeszcze doszlifowały mnie jako projektanta i całym sercem polecam takie działanie, bo wydaje mi się, że każde środowisko uczy nas czegoś innego, więc tutaj nie zaprzestałabym tylko na studiach albo tylko i wyłącznie na pracy, na przykład w jednej firmie, raczej polecam przeskakiwanie w różne środowiska, bo wtedy można się po prostu sprawdzać na różnych polach. I sprawdzać siebie, co też my lubimy robić.

NB: No też mam takie poczucie, że co firma, to każdy pracuje inaczej i to niezależnie, czy jest to studio brandingowe czy agencja reklamowa czy firmy związane z UX i UI, to stanowisko projektanta/projektantki potrafi się tak od siebie różnić, że w sumie jeżeli będziemy pracować tylko w jednym miejscu, to możemy nie poczuć tego, na czym to może polegać. Bo nie zawsze musi wyglądać tak jak w tej jednej, konkretnej firmie.

Jestem ciekawa, bo mówisz o tych warsztatach, o tych szkoleniach poza uczelnią. Ty wiedziałaś w jakim kierunku idziesz? Czy to raczej było takie na zasadzie – o, coś fajnego, idę, zobaczę, może mi się spodoba i bardziej yolo podejście, czy wiedziałaś dokładnie jak tą swoją ścieżkę edukacji i kariery układasz?

AS: Chyba, tak sobie myślę, że wiecie co, jakby co, to mam kota i on bardzo jest gadatliwy i atencyjny, więc jak będziecie kota słyszeć gdzieś w tle, to to jest Kajtek, więc przepraszam Was z góry, ale to będzie Kajtek miauczący. Nikt nie zwraca na niego uwagi, więc tutaj jest to nowość. Słyszę gdzieś go kątem oka. Jakby tam gdzieś z tyłu.

Wracając do pytania, myślę, że to była kwestia sprawdzania siebie. Nie byłam osobą, która od razu wiedziała, że chciała być projektantem, w jaką stronę iść. Raczej szłam na ASP, nie mając pojęcia o projektowaniu graficznym. Ja się wszystkiego nauczyłam tam. Programy też włączyłam na samych studiach. Nic wcześniej więcej nie wiedziałam.

Natomiast tutaj miałam szeroko oczy otwarte i jak gdzieś na horyzoncie pojawiały się możliwości, po prostu jakiegoś sprawdzenia siebie czy zobaczyłam ofertę pracy czy zobaczyłam ofertę na praktyki, na staż, to po prostu wysyłałam i wiele razy się nie udało. I w wiele miejsc mnie nie przyjęto, z wielu rekrutacji w ogóle dostawałam maile, że jestem beznadziejna. Pamiętam do dzisiaj ogromnego maila, kiedy próbowałam dostać się do studia ze stronami internetowymi i tam pan mi napisał, że to w ogóle jest jakaś katastrofa kompletna i najlepsze jest to, że właśnie dostałam tego maila, byłam załamana absolutnie, ale gdzieś to był drugi rok studiów i dosłownie kilka tygodni później dostałam się na praktyki do Bękartów i po prostu jakby wstrzeliłam się w swoją ścieżkę. Tam już mogłam bardziej działać z drukiem, ilustracją, także po prostu próbowałam i wiele razy nie wychodziło. 

Natomiast w końcu po prostu te miejsca, w których widocznie los mi pisał, że miałam być, to się udało. I tak, to tak w skrócie. Nie, nigdy nie wiedziałam, że będę tą ścieżką szła. Raczej to jest kwestia bycia w dobrym czasie, w dobrym miejscu i po prostu jakby oczy otwarte na możliwości, jakie los nam przynosi.

NB: Ok, a pamiętasz swój pierwszy projekt dla klienta?

AS: Tak, pamiętam. Zależy jaki, czy taki stricte projektowy czy malarski, no bo tak naprawdę jako dzieciak dorabiałam sobie malując. Natomiast jeśli chodzi o taki stricte projektowy z umową i z…

NB: Dawaj go, pokaż go.

AS: Ale się przygotowałam, żeby nam nie przeszkadzał. No, wracając, ja podjęłam współpracę z Bramą Poznania. I to był taki jeden z większych dla mnie wtedy projektów, wielka ekscytacja, bo pamiętam, że to jest dalej przepiękny budynek w Poznaniu, na Ostrowie Tumskim, i to też była trochę taka możliwość sprawdzenia się i też takie szczęście, ponieważ moja znajoma po prostu pracowała tam w biurze i wiedziała o tym, że trzeba zrobić identyfikację, to był plakat, ulotka i zakładka.

Takie dość proste rzeczy do projektu, który nazywał się Opowiadając Historię i to był projekt, który miał łączyć seniorów z młodymi i ci seniorzy mieli opowiadać o Ostrowie Tumskim młodym. No i trzeba było zrobić taką mini identyfikację. I to, ja cię sunę, to po prostu były emocje, sięgnęły zenitu, oczywiście wycena najniższa z możliwych, tylko żeby oni mnie zaakceptowali. I to była dla mnie bardzo duża przygoda. To właśnie, że też poszłam, wszystko było, podpisana umowa i rachunek. 

Nie miałam pojęcia, co ja tam w ogóle robię i wszystko było improwizowane. Natomiast od czegoś trzeba było zacząć i po prostu mimo bólu brzucha, co mam zrobić, co powiedzieć, po prostu się szło i próbowało i okazywało się, że całkiem to wszystko sprawnie poszło. To był taki mój pierwszy większy projekt graficzny, ale jeśli chodzi o takie jakieś dodatkowe drobne rzeczy, no to już wcześniej takie około ilustracyjne i malarskie, takie to już totalnie dodatkowe, to robiłam już w sumie za dzieciaka, kiedy jakieś tam koleżanki mamy wiedziały, że coś tam rysuję. „To narysuj mi jakiś tam portret” – no to wtedy to robiłam.

NB: Jestem zaskoczona, że powiedziałaś, że w ogóle podpisałaś umowę, bo jak rozmawiam z różnymi projektantami, projektantkami, to zazwyczaj jest tak, że umowa, gdzie to tam, gdzieś dopiero 5 lat po studiach zaczęłam podpisywać umowy, bo nikt wtedy nie podpisywał umów i nikt nie wiedział, że te umowy to tam trzeba podpisywać, więc jak usłyszałam, że umowa, to powiem szczerze profesjonalnie.

AS: Tak, ja mówię o pierwszym takim projektowym zadaniu. No bo wiadomo, te malarskie płótna to wiadomo, że to wszystko było po koleżeńsku.

NB: A co Cię najbardziej zaskoczyło w tym pierwszym projekcie? Jak tak sobie przypomnisz, to co Cię najbardziej zdziwiło w tym procesie współpracy z klientem i wytworzeniem tego dzieła, na które się umówiliście?

AS: Co mnie najbardziej zaskoczyło? Nawet nie wiem, czy to nazwać zaskoczeniem, raczej największe takie te bóle brzucha, o których mówiłam, były związane z tym, że trzeba było rozmawiać z tym klientem i to też jest związane z tym, że na studiach, tutaj nie chcę też wielce atakować, no bo tutaj to ciężko jest wyrobić tą rozmowę z obcym człowiekiem, kiedy profesora znamy już kilka lat, a tutaj przychodzisz do obcej osoby, która ma ci zapłacić za to co masz zrealizować, jakby swój projekt, masz go obronić przede wszystkim, jeśli komuś się nie podoba. Ja myślę, że to było takim wielkim szokiem.

To jest bardzo dziwne, jakby w ogóle z perspektywy czasu teraz. Kiedy pracuję, dla mnie relacja z klientem się od czegoś zaczyna i na czymś się kończy, tak naprawdę każdy projekt u mnie, a wtedy kiedy się wyszło z tych murów szkolnych, gdzie rysowało się pod własną rękę i pod to co się chciało samemu rysować i samemu wymyślało się tematy, czy tam kwestie wizualne, no to kiedy idziesz do kogoś i ktoś ma jakieś prośby do ciebie, jakieś sugestie, że to ma być w określonej kolorystyce, a nie w takiej jak ci się podoba. To były relacje z klientem, to myślę, że to był taki szok, ale na całe szczęście dość szybko się przyzwyczaiłam, że projekty jednak są dla kogoś, i to jest właśnie warte próbowania projektu poza murami szkoły, bo tutaj może być to wielki szok dla niektórych.

NB: Jak sobie tak przypominam czasy uczelniane, to myślę, że najwięcej zyskałam na uczelni tym, że jednocześnie pracowałam. Najpierw na pół etatu w agencji, więc to w ogóle połączenie tego też nie było łatwe, ale potrafiłam sobie zderzyć tą rzeczywistość uczelnianą i to robienie przez cztery miesiące jakiegoś projektu na zaliczenie, kontra tą pracę w agencji, gdzie się przychodziło i za trzy dni trzeba było skończony projekt w trzech wersjach na przykład pokazać klientowi.

AS: Dokładnie.

NB: Więc to było ciekawe, ale tak jak mówisz, ta komunikacja z klientem i to takie, ja to nazywam taką ogładą, takim obyciem biznesowym trochę, że są ludzie, którzy są ładnie ubrani, są przygotowani na to, że oni mi teraz będą płacić za to, że ja tutaj przyszłam i będę im coś mówić. Więc trzeba powiedzieć coś mądrego i trzeba zadawać trochę mądre pytania, żeby móc w sumie później na czym pracować, bo na uczelni dostajemy brief, dostajemy zadanie, termin, właściwie wszystko dostajemy, a tutaj trzeba zamienić tę rolę i w sumie sami musimy też wychodzić z inicjatywą na to ile nam to czasu zajmie, ile to będzie kosztowało. To wspominam bardzo ciekawie też, to pełna zgoda. To pierwszy projekt. A masz taki projekt, z którego najwięcej się nauczyłaś?

AS: Najwięcej chyba nauczyłam się, i był takim dla mnie absolutnym challengem, to projekt, w pewnym momencie, jakieś 3-4 lata temu nawiązałam współpracę z wytwórnią z Amsterdamu STMPD RCRDS. To jest wytwórnia muzyczna. I tam robiłam dla nich animację. Pamiętam, to było takie dość specyficzne, bo nie było tak, że teraz na przykład dajmy na to, że jest koniec listopada, że w lutym będziemy coś dodawać, tylko słuchaj Ada potrzebujemy za 2 tygodnie, cała 3 minutowa animacja. No i z racji tego, że tutaj wytwórnia jest bardzo znana i dość prestiżowa, no to w ogóle dla mnie to było spełnienie marzeń, to podejmowałam się tego. I największym takim zaskoczeniem dla mnie było to, ile można zrobić w 14 dni po 12 godzin czy kilkanaście godzin dziennie, pracując. Plastry na czole, plastry na karku i po prostu nawalanie animacji i potem walka z renderami. To była taka rzecz, która nauczyła mnie najwięcej pod względem sprawdzenia siebie, ile mogę zrobić w bardzo krótkim czasie. 

Natomiast tutaj jakby to było też nauką pod względem animacyjnym dodatkowo, bo to jest właśnie też dość ciekawa historia, że ja nie cierpiałam animacji na studiach, ja po prostu się zapisałam i męczyłam się strasznie. A najlepsze jest to, że większość projektów, z których jestem właśnie tak naprawdę dumna i wiem o tym, że bardzo dużo poświęciłam na to czasu i energii, to są właśnie animacje. Teraz już jakby z tych lat ostatnich. I animacji nauczyłam się totalnie z YouTube’a, tutoriale, YouTube i inni moi znajomi, którzy są animatorami, podpytywanie jak to się robi.

Nauczyłam się tego już po studiach i niestety nie skorzystałam z tego na studiach, bo nie czułam chyba potencjału animacji wtedy. No i też stricte pod względem projektów i programów, to tak, to współpraca z wytwórnią muzyczną, to tutaj przekonałam się o sobie najwięcej, na ile mogę i na ile można też się nauczyć, po prostu chcąc. Po prostu mając taką zajawkę czystą, żeby po prostu coś się zrobiło, to co my chcemy. I jakby to było zderzenie z właśnie takim challengem trochę, no i na całe szczęście, tyle ile razy robiłam, tyle się udało.

NB: W ogóle super, że wspominasz o tej animacji w kontekście wytwórni muzycznej, bo często jest tak, że, ja mam takie poczucie, nie wiem, może to się trochę zmieniło, ale jak ja studiowałam, kończyłam studia, to gdzieś było takie wyobrażenie, że jak animacja to albo krótkie formy filmowe – takie, że już jadę na festiwal i będę teraz pokazywać tu moje animacje, albo animacja w reklamie. Jakieś tam animowanie tabletek na żołądek i w sumie część moich znajomych faktycznie poszła w taką stronę. Robią to świetnie, robią kawał dobrej roboty, ale no też pytanie, co chcemy robić i co nas interesuje. A Ty tutaj pokazujesz przykład wytwórni muzycznej. Wspomniałaś też, że to jest wytwórnia zagraniczna i stąd też moje pytanie, czy masz takie poczucie, że na przykład wolisz pracować dla klienta polskiego albo zagranicznego, może zupełnie nie ma to dla Ciebie znaczenia? I czy widzisz jakieś różnice w tej pracy dla klientów zagranicznych i klientów polskich?

AS: Widzę różnicę, ale kurczę, musiałabym się dłużej zastanowić na czym ona polega. Ale może inaczej. Ja chyba widzę bardziej takie różnice bardzo subiektywne, bo pracując z wytwórnią STMPD RCRDS, ja robiłam dla nich animacje stricte pod artystę muzyka, w sensie że on miał na przykład okładkę albo ma jakby konkretny styl i wtedy ja muszę wykonać animację pod ten konkretny styl tego muzyka. A te zlecenia z Polski, które są bardzo związane z Paperiadą, ja teraz głównie tworzę wszystkie zlecenia w sumie, które teraz aktualnie realizuję, są związane z Paperiadą. Jakby one też są związane z pewną stylistyką. Paperiadową stylistyką. 

I ona, na tyle ta Paperiada gdzieś poszła w eter, że przychodzą do mnie klienci, którzy już spodziewają się jakiegoś stylu. I tutaj przede wszystkim te różnice, że zlecenia, tak mi się to ułożyło, to nie było planowane, ale wszystkie zlecenia polskie, jakby związane z klientami z Polski, są związane ze stylistyką Paperiady, natomiast te zagraniczne to głównie Amsterdam, są związane z bardzo różną stylistyką, najróżniejszą. Oczywiście niektóre są ilustracyjne i poklatkowe animacje, takie które są bliższe mojemu sercu, ale niektóre są takie bardzo no After’owe już powiem, takie bardziej inne, płynne, jakby związane z ruchomymi obiektami. Także tutaj, ale to jest tak totalnie subiektywna rzecz, więc nie powiedziałam nic odkrywczego o na przykład holenderskich klientach a polskich, bo szczerze mówiąc tak nie wiem co mam powiedzieć na poczekaniu. Pod względem miłych współprac raczej wszędzie się spotykam z miłymi współpracami. 

Myślę, że też nie mogę się wypowiedzieć ogólnie rzecz biorąc o zagranicznych klientach, bo też nie przesadzajmy, ja ich aż tak wielu nie miałam, także nie mogę tutaj powiedzieć – tutaj holenderscy klienci są tacy i tacy, bo mogłabym ich mocno pokrzywdzić, albo na przykład zbyt ich pochwalić, bo z tymi co współpracuję, współpracuje mi się świetnie. No ale to tak naprawdę jest jedna wielka loteria, także tutaj nie będę wymyślała po prostu bez sensu.

NB: To mam w takim razie pytanie. Nie planowałam tego pytania, ale tak mi teraz podpowiedziałaś. Zdarzają Ci się klienci, z których nie jesteś zadowolona? No bo przez to, że sama dobierasz sobie, tak wyobrażam sobie, że jako właścicielka swojej marki, działalności, masz jednak wpływ na to, jacy klienci do Ciebie przychodzą i też mówisz, że masz tą markę, która przyciąga określonych klientów do Ciebie. Zdarza Ci się odrzucać klientów ze względu na to, że właśnie się nie dopasujecie, nie wiem, nie jesteście w stanie się dogadać? Albo czujesz, że to po prostu nie jest klient dla Ciebie?

AS: Tak, bardzo często mi się zdarza to robić. Dlatego, że nie tyle, że zamykam drzwi przed oczami i mówię – nie, nie zrobię tego i w ogóle mnie nie ma i nie odpisuję na maile, tylko raczej przekierowuje do innych projektantów, których znam. I to na przykład jest też plus obracania się w tym środowisku graficznym. Też właśnie ze studiów moich wielu znajomych poszło w różne części projektowania i ja już teraz, kiedy mam ich jako przyjaciół wiem czym się zajmują i co oni robią, dlatego jak przyjdzie ktoś do mnie, kto na przykład potrzebuje strony internetowej, to ja jako tako strony internetowej raczej bym się sama nie podjęła, no to wtedy przekierowuję do kolejnych osób, nie zamykając drzwi przed nosem, tylko po prostu polecając kogoś innego i to raczej na tym polega, że nie podejmuję się po prostu projektów, których nie czuję pod względem moich umiejętności to raz, ale stylistycznie też. 

Zdarza mi się po prostu podziękować za jakiś projekt. Po prostu wiem, że są inni projektanci, którzy sobie świetnie z tym poradzą, a na całe szczęście po takim czasie prowadzenia Paperiady, mam już możliwość po prostu trochę dobierania tych klientów i to jest ogromne szczęście dla mnie, bo pamiętam moment, kiedy zaczynałam i brałam wszystko jakby, krótko mówiąc. Oczywiście nie to, czego bym się nie podjęła, bo tutaj nie wyczaruję nagle strony internetowej, no ale pod względem stylistyki nieraz musiałam się faktycznie naginać, no ale na całe szczęście prowadząc social media i komunikując mój styl, od razu przyciągam określonych klientów i też w sumie polecam to młodym grafikom i młodym projektantom, żeby nie bać się pokazywać to w jakim stylu lubimy robić, no bo to właśnie później gdzieś idzie w świat i przyciąga konkretne osoby.

NB: No właśnie chciałam Cię o to podpytać, bo myślę, że każdy, może nie każdy, ale większość z osób, które tworzą, miały ten moment, może cały czas są w tym momencie, w którym po prostu biorą wszystko jak leci, no bo jest ta obawa, że nie będzie klienta albo nie będę miała po prostu z czego zapłacić rachunków jak się prowadzi swoją firmę, jeszcze w Polsce, to też nie jest jakieś pewnie super proste. No to mamy świadomość tego, że na zus uzbierać, trzeba te vaty, pity opłacić, no i nagle się okazuje, że tak, że ten klient mi się nie podoba, ten nie jest w mojej stylistyce, ten coś tam, jakiś jest taki, że za szybko by chciał projekt, to może nie, no i tak wyobrażałam sobie, że potrzeba pewnej odwagi, ale tak jak mówisz właśnie wyrobionej marki, żeby móc sobie pozwolić na to, żeby powiedzieć klientowi – słuchaj, nie jesteś moim klientem, ale możesz tutaj sobie iść do tej czy do tej osoby. I wspomniałaś o tych mediach społecznościowych. 

To było to, co przeważyło w budowaniu tej Twojej marki, pomijając jakość, jakby to uznaję za punkt taki obvious, że po prostu robisz dobrą robotę i to jest atrakcyjne, ładne i ciekawe, ale jak myślisz, mamy chyba wszyscy świadomość, tak mi się wydaje, że samo to, że robimy bardzo dobrze jakąś robotę, nie musi wcale oznaczać, że klienci będą do nas przychodzić i dobijać się drzwiami i oknami. Co sprawiło, że zaczęli przychodzić ci klienci, którzy właśnie przychodzili po Twoje projekty? Czy to był Instagram, czy jakieś inne miejsca w sieci?

AS: Głównie Instagram tak naprawdę. Instagram, no też Facebooka prowadziłam jednocześnie, dalej go prowadzę, natomiast głównie jest to faktycznie, ja skupiałam się na Instagramie, ale też i te social media, to jakby tu bez dwóch zdań, prowadzenie dobre social mediów w określonej stylistyce na pewno pomaga, ale też trzeba uspokoić tych młodych projektantów pod względem tego, że po prostu im więcej się projektuje, im więcej ma się tych klientów, to później to jest jak poczta pantoflowa. Jak dobrze zrobisz jakiś projekt, no to ci klienci polecają cię dalej. Ja mam bardzo dużo projektów aktualnie, które po prostu są dzięki temu, że z kimś współpracowałam i te osoby poleciły mnie po prostu dalej, jakby już abstrahując od social mediów i prowadzenia Instagrama. Tak po prostu to działa, więc też jest kwestia tego, żeby jak najwięcej projektować i się mierzyć. Wiadomo, że początki są trudne i u mnie też takie były. Zresztą wspominałam o mailu, gdzie na prawdę zostałam nieźle podsumowana, ale tak, to pozyskiwanie klientów, po pierwsze social media, Instagram u mnie, natomiast po prostu im dalej w las, tym więcej tych klientów po prostu przychodzi.

NB: To muszę Cię jeszcze spytać o jedną rzecz, no bo prowadzisz swoją działalność, robisz te w ogóle warsztaty, zaraz Cię jeszcze będę pytać skąd pomysł na robienie warsztatów. Czy Ty to robisz wszystko sama, czy Ty masz ludzi do pomocy, bo jest Instagram, jak ja myślę o tym, ile czasu mi zajmuje zrobienie karuzeli na Instagramie albo wrzucenie hashtagów, to przecież ja to tydzień robię, wiec u mnie na Instagramie to się nic nie pojawia praktycznie przez to. Tutaj zlecenia i prowadzenie działalności, wokół prowadzenia działalności przecież też jest dużo takich małych rzeczy, o których trzeba pamiętać. Ty to robisz wszystko sama? Czy masz do tego kogoś do pomocy?

AS: Tak, robię to sama. Natomiast to wszystko się oczywiście zmienia, bo to nie jest tak, że nagle wszystko w jeden dzień prowadzę to, to i to i tamto, tylko to na przestrzeni lat się zmienia. Teraz na przykład do momentu obostrzeń, warsztaty prowadziłam regularnie i to była główna moja dzialalność, natomiast teraz kiedy są obostrzenia, głównie zajmuję się zleceniami. Także to się zmienia, to nie jest tak, że ja nagle po prostu zakasam rękawy, doba ma 48 godzin i zdążę ze wszystkim, oczywiście ja też robię wiele błędów przy okazji i na przykład jestem raczej średnia w odpisywaniu na wiadomości, na przykład na Instagramie, więc zawsze mówię, piszcie maile, tam pilnuję tego porządku, no ale nie jestem w stanie być wszędzie. 

Natomiast faktycznie ta ilość rzeczy, które są związane z Paperiadą, czy były związane, bo na przykład są zamknięte, miałam też przez jakiś czas sklep z plakatami, którego teraz juz na przykład nie ma, to była kwestia po prostu sprawdzenia, czy to będzie działało, nawet kwestia tego, że wydawało mi się, że będzie działać, a okazywało się, że nie będzie działać. Tak na przykład było ze sklepem z Paperiadą, to jest coś przepięknego i przemiłego jak masz swoje plakaty i ilustracje i wiesz o tym, że te ilustracje gdzieś będą nad morzem, powiedzmy. I będą wisieć, potem dostajesz te wiadomości od osób, które kupują te plakaty. Natomiast sam sklep i prowadzenie sklepu to jest jedno, natomiast ile za tym jest rzeczy, które trzeba ogarnąć, już reklamacje to raz, ale żeby druki dobrze wyszły, jak ci drukarnia wyśle, niejednokrotnie plakaty były pogniecione. Trzeba było reklamować, sama obsługa sklepu internetowego i paczkomaty, kurierzy – to też jest bardzo szeroki temat. 

Także na przykład ja ze sklepu zrezygnowałam. I tutaj trzeba było po prostu wybrać. Ja wybrałam co jest dla mnie korzystniejsze, co jest dla mnie bardziej satysfakcjonujące, no i teraz jestem w momencie, kiedy głównie wybrałam zlecenia. Aktualnie jest to najbezpieczniejsze też, w dobie takich niepewnych czasów. No ale gdzieś tam jeszcze oczywiście w tle są warsztaty, które mam nadzieję, że wrócą. Także tutaj są te dwie rzeczy, a nie tak, że nagle wszystko razem. Po prostu na przestrzeni lat spróbowałam wielu rzeczy, ale wszystkie razem no nie, nigdy bym tego nie dała rady robić.

NB: Wolałam podpytać. Dobra, a powiedz mi co jest taką dla Ciebie największą motywacją w tej kreatywnej pracy, a co wiesz, że zupełnie nie działa i nie jesteś w stanie funkcjonować i wytworzyć czegoś dobrego, kiedy coś się dzieje?

AS: Największą motywacją są dla mnie dobrze zrobione projekty i to jest jak dla mnie kula śnieżna. Jak robię jeden projekt i on wyjdzie, to później to po prostu idzie dalej. Uwielbiam ten moment, kiedy zrobię dobrze zrealizowany projekt i w ten moment wchodzi kolejny projekt, z którym tak pełna energii, pełna też pewności siebie po prostu mogę tak wjechać w ten kolejny projekt i go zacząć. Natomiast z marką osobistą jest taki pewien aspekt, o którym chyba nie mówi się za często, a jest bardzo ważny i ja sama się z nim spotkałam. To są kwestie prywatne i samopoczucie swoje. Prowadzenie marki osobistej jest bardzo trudne pod tym względem, jeśli robisz to samemu. Jeśli odpowiadasz swoją twarzą za to. 

Na przestrzeni lat niestety straciłam tatę i to był taki przełomowy moment w Paperiadzie, kiedy do tej pory wszystkie te pastelowo, Instagramowo piękne posty. To miało sens, ja to robiłam z pełną szczerością, no ale nagle w moim życiu był pewien krach no i jak to teraz zrobić? Udawać dalej? To jest pytanie. Czy zaprzestać? No ale jak zaprzestaniesz, to znikasz z rynku. I to są takie trudne pytania dla marek osobistych, ale ogólnie prowadzenia projektów z własną twarzą. Ta osobista przestrzeń, to jest coś, co jest bardzo powiązane z tą przestrzenią taką właśnie zawodową. 

Nie wiem jak temu zaradzić szczerze mówiąc, nie mam na to odpowiedzi do dzisiaj. Ja po prostu przeczekałam ten ciężki czas i wróciłam. Nie dałam rady publikować postów zakłamanych, gdzie ja nie czułam się dobrze. Ja wtedy po prostu nie mogłam tego robić i musiałam zawodowo podejmować jakieś trochę inne decyzje. Ale myślę, że trzeba o tym po prostu mówić głośno, bo każdy z nas ma też gorsze chwile w życiu i kiedy się prowadzi własne marki, to jest to trudność wtedy. Ale stawiam na szczerość.

NB: Tak i myślę też, że chyba coraz częściej się to spotyka. To znaczy ludzi, którzy wprost mówią – słuchajcie, teraz przez najbliższy tydzień nie będę po prostu publikować, bo nie mam na to siły. Ja też na przykład na kanale prowadziłam przez 2 lata publikacje, które co poniedziałek się pojawiały nowe filmy, nieważne czy miałam wigilię w międzyczasie czy ból zęba, to publikowałam i to też w którymś momencie życia po prostu wchodzą jakieś inne priorytety, ważniejsze rzeczy niż kanał na YouTubie i zmienia się gdzieś tam podejście, więc fajnie też, że o tym wspomniałaś, bo myślę, że łatwo o tym wszystkim zapomnieć jak widzimy tylko jakiś taki mały wycinek i fragment tego co się dzieje w życiach tych wszystkich ludzi, którzy stoją za firmami, za markami, za jakimiś działalnościami twórczymi, również w sieci. No dobra, a co jest taką Twoją ulubioną częścią Twojej pracy, może masz jakiś etap w projekcie, który wiesz, że sprawia Ci największą przyjemność?

AS: Wiem, która mi nie sprawia największej przyjemności. Mogę od tej zacząć?

NB: Możesz zacząć, będzie łatwiej może.

AS: Nie cierpię jak wysyłam projekt klientowi, zazwyczaj to jest przez maila i czekam na odpowiedź. To są minuty grozy, nieraz godziny, a nieraz dni grozy. No bo na przykład klient nie może wtedy odpisać. No po prostu to jest czas, gdzie nie mogę się nad niczym innym skupić, tylko czekam z zegarkiem w ręku i odświeżam maila, czy już, czy już, czy już, czy już odpisał, czy jest ok w ogóle, czy to siadło. A jeśli chodzi o te ulubione momenty w procesie projektowym, kurde głupio tak mówić, że wszystkie mają coś w sobie, ale trochę tak jest, że burza mózgów na przykład. 

Uwielbiam burzę mózgów i zaczynać projekty. I jakby posiadać taką pustą kartkę i zaczynać od jednej kropki, która potem się tak ewoluuje i tych pomysłów jest coraz więcej i niektóre trzeba ucinać, w niektóre trzeba wchodzić jeszcze bardziej, bo są dobrą ścieżką. Także uwielbiam burzę mózgów. Lubię też pracować na przykład w grupie, to też jest super challenge dla samego siebie i zderzać ze sobą pomysły. Fajny jest też moment projektowania, kiedy już wiesz co robić, zakładasz na uszy słuchawki z jakimś podcastem albo muzyką i przepadasz i godziny nagle po prostu lecą jeden za drugim i po prostu przepadasz i projektujesz, zapominając o Bożym świecie. 

To jest bardzo przyjemne uczucie i to jest związane z tym na pewno, że jest to moja i nasza pasja, więc tutaj to jest bardzo przyjemne. Inne, no bo trochę oderwane od rzeczywistości, ale związane z tą pasją, więc to w sumie są takie dwa momenty. No i potem jest to nieszczęsne wysłanie do klienta, gdzie no niestety nie można tego przeskoczyć i czekanie na odpowiedź od niego.

NB: Ja znalazłam na to sposób, mogę podrzucić, tylko to zawsze jest trochę związane z tym, że trzeba poświęcić na to więcej swojego czasu. Nie wysyłać projektów klientowi, tylko umówić się na zdzwonkę z klientem i zaprezentować te projekty i wtedy wiadomo, że ten stres się przesuwa na ten moment przed spotkaniem i w trakcie spotkania, ale z drugiej strony jest okazja, żeby od razu odpowiedzieć na pytania i wątpliwości klienta i ma się trochę większą kontrolę nad tym, jak klient to widzi i ogląda, ale to pewnie też zależy od tego co projektujemy, no bo wyobrażam sobie, że na przykład animację trochę trudniej by było w ten sposób zaprezentować klientowi niż jakiś, nie wiem, ja siedzę w obszarze stron i aplikacji, więc to też jest pewnie łatwiejsze.

AS: Jest to jakiś pomysł. No faktycznie, nie wszędzie się sprawdzi i też no nie sprawdzi się, chociaż tak, bo to zdzwonka, bo to nie trzeba się na żywo. No jest to jakiś pomysł, muszę to przemyśleć w takim razie.

NB: No sprawdź, przetestuj może.

AS: Z animacją to najgorzej, bo bym musiała co 10 sekund stopować animację i mówić jaki miałam pomysł na ten moment.

NB: No, no tak, dokładnie tak.

AS: No, ale to jest w sumie jakiś trop, muszę to przemyśleć.

NB: No dobra, to jak już jesteśmy tutaj, to coś o Twoim narzędziowniku, ale może zanim mi odpowiesz na to pytanie, to ja tylko przypomnę, że my się powoli zbliżamy do końca naszego spotkania. Będziemy tutaj jeszcze mniej więcej 15 minut, więc jeżeli chcielibyście zadać jakieś pytania związane z na przykład Paperiadą, albo tym jak Ada tutaj tworzy, tworzyła, czy coś związanego z edukacją, to teraz jest dobry moment, żeby te pytania zadawać na czacie. A właśnie, ja Cię chciałam podpytać, wspominałaś o tym, że zaczynasz od papieru zawsze, czyli wyobrażam sobie, że w swoim narzędziowniku przede wszystkim musi znaleźć się papier. Czy zakładasz, że jednak mogą to być tylko media cyfrowe?

AS: Nie, raczej lubię zacząć od papieru. Nawet nie chodzi o samo ilustrowanie, co nawet spisanie różnych rzeczy do realizacji, to jest taka nieodłączna rzecz w mojej przestrzeni, natomiast no tutaj bardzo szybko przeskakuję na komputer, na tablet, na programy. Tutaj dla mnie liczy się cel, jakość i szybkość wykonanego projektu i po prostu zdaję sobie sprawę, że niektórych rzeczy nie ma sensu szkicować i potem to skanować i wysyłać dalej, tylko po prostu lepiej zrobić to bezpośrednio, natomiast sama dla siebie owszem, po prostu zazwyczaj sobie gdzieś tam rozrysowywuję to i to pomaga później w planowaniu takiego projektu.

NB: A jak programu, to z czego korzystasz najczęściej?

AS: To też zależy. Zależy od projektu. Skupiam się na celu, czyli na tym jaki projekt ma być wykonany i z racji tego, że bardzo wiele programów jest kompatybilnych, to oczywiście używam Adobe. No to tutaj wszystkie programy możliwe, czyli Photoshop, Illustrator, InDesign, After Effects, Premiere, Lightroom, jeśli potrzebuje trochę przerobić też zdjęcia.

Używam też tabletu graficznego i korzystam z Procreate’a. Tam też można robić super animacje poklatkowe, to bardzo polecam, tam też jest dużo zabawy. Natomiast z tych wszystkich programów, teraz jeszcze próbuję Affinity, ale to jest dopiero początek mojej drogi. To tak z ciekawości wykupiłam i sprawdzam. No zapowiada się obiecująco, natomiast jeszcze tutaj nie powiem za dużo o tych programach, nie korzystam z nich tak na co dzień projektując, raczej póki co jest to Adobe. Zobaczymy co dalej będzie, natomiast nie przywiązuje się do jednego programu projektując, raczej jest to przeskakiwanie z programu na program i bardzo często łączę je podczas projektowania.

NB: To jeszcze Cię spytam o coś, o co chciałam Cię wcześniej zapytać, ale gdzieś tam się wybiłam z rytmu. Skąd pomysł na warsztaty, że prowadzisz warsztaty, bo myślę że to jest taka nieoczywista ścieżka. Jak ktoś się zajmuje projektowaniem, to raczej, no nie wiem, a może się mylę, skąd Ci się to wzięło?

AS: Warsztaty w sumie zaczęły się od… jakby wyniknęły z pytań. Pytań osób, które obserwowały Paperiadę. Wiedziały, że jakby jakoś tak piszę inaczej trochę, i że też by tak chciały i też to jest związane i robimy trochę pętlę z początkiem naszej rozmowy, bo miałam znajomą, która organizowała Targ Roślinny w Poznaniu na Nocnym Targu Towarzyskim i kiedyś do mnie zadzwoniła i mówi – Ada, no Ty tam robisz te takie kreatywne rzeczy, weź zrób jakieś warsztaty. 

No a gdzieś tam jakoś tliło mi się, że może jakieś warsztaty, coś. No i mówię, kurczę, no spróbuję, po prostu spróbuję, zobaczymy jak to wyjdzie. Jak nie wyjdzie, nie spodoba mi się, to po prostu to zamknę. No ale zrobiłam te pierwsze warsztaty, zrobiłam własne projekty arkuszy i wymyśliłam sobie jakie ja bym chciała przede wszystkim mieć warsztaty. Litera wydawała mi się najprostsza w takim ogarnięciu tych warsztatów. Ja się już wtedy latami zajmowałam tym, więc też to przekazywanie wiedzy wydawało mi się takie dość proste pod względem liter. No i zrobiłam te pierwsze warsztaty i tak w sumie poszło dalej. Później osoby, które były, bo było tam gdzieś około 12 osób na warsztatach, przekazały to dalej i zaczęłam. 

No i też pokazałam właśnie na Instagramie, że takie warsztaty miałam przyjemność prowadzić i później to tak się dalej potoczyło. No i jak już miałam tak wiele pytań, no i też dobrego feedbacku, to stwierdziłam, że no chyba trzeba jednak przy tym zostać, a może nawet jeszcze bardziej rozwinąć i był taki faktycznie moment, kiedy warsztaty miałam co tydzień, co dwa tygodnie, kilka grup, także tutaj był taki intensywny czas w moim życiu i bardzo satysfakcjonujące warsztaty były i są, jakby czekam na nie nadal w dalszym ciągu. Myślę jeszcze o innych warsztatach niż z kaligrafii, może uda mi się coś teraz w czasie przerwy wymyślić nowego, ale no warsztaty to jest wspaniała rzecz. Bardzo polecam jako uczestnik, ale też jako prowadzący.

NB: Trzymam kciuki, żeby udało Ci się zorganizować je jak najszybciej. I ode mnie będzie ostatnie pytanie i zaraz bym przyszła do tych pytań jeszcze z czatu, bo chciałam Cię spytać o taką radę. Od Ciebie do osób, które myślą o pracy w branży kreatywnej, czy po prostu chciałyby tworzyć coś i na tym zarabiać, to co byś poradziła takim osobom?

AS: Osoby, które chciałyby coś robić i zarabiać, tak?

NB: Chciałyby tworzyć, ilustrować, często też to są jakieś właśnie handmade’y, jakieś ładne rzeczy, które nie kojarzą nam się z zarabianiem w firmie od 9:00 do 17:00, a przynoszą na pewno bardzo dużo satysfakcji. Mogłabyś coś podpowiedzieć takim tworzącym?

AS: Mam taką podpowiedź, że żeby robić takie kreatywne rzeczy, przynajmniej dla mnie, i to mówię jako ja, dla mnie bardzo ważny jest spokój psychiczny pod względem właśnie finansowym, pod względem planowania życia, że jestem w dobrym miejscu i kiedy jestem w dobrym miejscu, w bezpiecznym miejscu, to wtedy mogę kreatywnie, tak totalnie kreatywnie działać. Bo wiem, że nic mnie nie ogranicza, za niczym nie muszę biec i nie muszę starać się na przykład zarobić pieniądze do tego tzw. pierwszego. 

No i tutaj kontynuując myśl, ja polecam zacząć takie rzeczy, kiedy jest się na etacie albo kiedy ma się w ogóle stałe zarobki albo ma się na przykład stałego klienta, który wiemy o tym, że w najbliższym czasie raczej nas nie opuści albo mamy podpisaną dobrą umowę, kiedy wiemy, że mamy dobre zabezpieczenie. Wydaje mi się, że tak dobry, solidny, bezpieczny grunt sprzyja wtedy tym działaniom. Odwrotnie jest trochę gorzej, bo jeśli nie mamy tego solidnego zaplecza, to potem też już bierzemy wszystko. To wszystko jest związane z jakąś taką frustracją i wtedy to nie wyjdzie. 

Gdy zaczniemy robić to, mając solidną podstawę i to pójdzie w świat i to się przyjmie, to na pewno zauważymy to i w pewny momencie będziemy mogli robić na przykład tylko i wyłącznie to, ale właśnie często słyszałam o historiach takich, że ktoś po prostu na etacie coś zaczął hobbystycznie, no a potem już zajmował się już tylko tymi kreatywnymi rzeczami.

NB: Super, tutaj padło jeszcze pytanie od Magdaleny, która dołączyła do nas w międzyczasie i wydaje mi się, że na to pytanie odpowiedziałaś, bo spytała o to, gdzie znajdujesz klientów, skąd najwięcej klientów do Ciebie przybyło? Insta? Behance? Ty wspominałaś o tym, że to są klienci najczęściej z polecenia, dobrze pamiętam?

AS: Tak, z polecenia od klientów, dla których już wykonywałam jakieś współprace. No albo głównie z Instagrama i social mediów. Po prostu jeśli ktoś widział, że coś realizowałam, na przykład było tak ze współpracą Mama.Ko, to jest polska firma odzieżowa, która robi ciuszki dla dzieci i ja już od wielu lat ilustruję dla tej firmy printy. No i z racji tego, że to robię i też komunikuję to na Instagramie, to odezwała się kolejna firma, która zajmuje się akurat kocykami dla dzieci i tak właśnie pojawiło się nowe zlecenie, żeby być tutaj fair, to jest firma NAME ME, także też robiłam dla nich ilustracje, no i to tak właśnie poszło, że robiłam jedne, później ktoś zauważył, że zajmuję się akurat printem, więc też dostałam zapytanie mimo tego, że się nie znaliśmy, więc tak jakby związane z social mediami. No albo właśnie z polecenia.

NB: Dobra, i tu mam jeszcze jedno pytanie, które dotyczy, czy możesz podpowiedzieć czego unikać w portfolio, na co zwracają uwagę pracodawcy, co może pomóc w zdobyciu praktyk oraz jak nie dać się oszukać z nimi? To musisz chyba cofnąć się do początku, bo to już jakiś czas temu było. Masz jakąś podpowiedź, na co zwracać uwagę?

AS: No powiem to jak zwykle jakby na własnym przykładzie, nie będę tutaj mówiła taką wiedzą świętą, która złapie nam wszystkie mądrości świata, no bo na pewno takiej wiedzy nie mam, ale na przykład z mojej perspektywy przełomowym momentem, kiedy zaczęłam mieć bardzo dużo propozycji współprac, było poszerzenie projektowania z tylko ilustracji na ilustracje i animacje, czyli poszerzenie jakby tej mojej umiejętności i widzę, że to bardzo dobrze działa na pracodawców, kiedy się z nimi nawiązuje współpracę i dowiadują się. Albo na przykład kiedy robię duże zlecenie, tak miałam właśnie teraz z marką Eobuwie, kiedy współpracowałam z nimi i głównie zgłosili się do mnie, bo chcieli żebym uczestniczyła i podpisywała buty dla gości i to była taka rzecz, taka dość podstawowa, czyli kaligrafia. 

Natomiast kiedy dowiedzieli się, że zajmuję się też drukiem, a też animacją, to jeszcze dodatkowo zrobiłam i gifa z zaproszeniem i animacje i też całą identyfikację na event, także wydaje mi się, że poszerzanie tych części graficznych i jakby nie zamykanie się stricte na jedno. Wiem, że to jest moja perspektywa grafika, który jest taki dość multidyscyplinarny, to związane jest też z Paperiadą i z działalnością, ja sobie zdaję sprawę, że warto być raczej specjalistą z jednego zakresu, ale nie tak wiecie na 100%. Wiem, że to takie jest trochę wykluczające co mówię, ale chodzi mi o to, żeby też dać sobie spróbować innych rzeczy, żeby nie zamykać się na 20 lat po prostu w stołku, nie wiem, ilustracje portretowe i z niego nie wychodzić, tylko spróbować coś jeszcze więcej. I tym portfolio się właśnie chwalić, jak ilustracją to animacją, jak nie animacją to typografią, jak drukiem to na przykład, nie wiem, projektowaniem mobile. 

Tak mi się wydaje, tak przynajmniej z mojego doświadczenia wynika, że jeśli szukamy pracy czy praktyk i pokazujemy, jakby nie chodzi o jakieś wielkie umiejętności na 100%, tylko to, że my mamy spectrum wiedzy poszerzone o kilka części projektowania, z mojej perspektywy zawsze się to przydawało. Taka znajomość tego pełnego wachlarza z projektowania graficznego jest na plus, nawet dla samej zasady umiejętności posługiwania się w tym i rozdzielania zadań i wiedzenia, w czym jesteśmy dobrzy, a w czym kiepscy. Wydaje mi się, że to jest bardzo ważna umiejętność. Umiejętność w szukaniu pracy i praktyk.

NB: Dobra, to zadam Ci jeszcze jedno pytanie. Pojawiły się dwa, ale widzę, że Magdalena zapytała o coś, o czym już rozmawiałyśmy, więc ja polecam żeby po zakończonej naszej rozmowie po prostu sobie odtworzyć początek, bo pytała o to, czy zdarza Ci się znikać na przykład z social mediów i jak to może wpływać na działalność, ale wydaje mi się, że to już było poruszane, a pojawiło się inne ciekawe pytanie, które chciałabym Ci zadać w sumie, bo czy to jest tak, że zawsze łatwo jest Ci wybrać kolorystykę, formę, że wiesz od razu co byś tam chciała zrobić? Czy masz momenty, że nie masz tej pewności i co wtedy robisz?

AS: Prokrastynujesz. Tak, zdarza mi się prokrastynować. Może to jest wtedy znak, że projekt nie jest do końca dla nas. Nie, no nie jestem alfą i omegą, nie zawsze wiem od razu, nie strzelam po prostu z bicza w idealnie w 100% w projekt, którego się podejmuję.

Ja po prostu, tak jak mówiłam, mam takie szczęście, że mogę sobie już wybrać projekt, który plus minus wiem, że będzie szyty pod to, czym ja się zajmuję. Jeśli nie jest szyte pod to, czym ja się zajmuję, to daję do innego krawca, że tak powiem. A teraz biorę projekt i to jest też związane z tą częścią pracy, o której mówiłam, że bardzo ją lubię i to jest burza mózgów. Bardzo dużo projektów zaczyna się od naprawdę jakiejś prozaicznej rzeczy, a w miarę myślenia, główkowania, zderzania w ogóle myśli z innymi osobami, to jest też bardzo ważne i bardzo polecam wam tak robić, bo też siedzenie samemu sobie, ze samym sobą przy biurku, może być nie tak efektywne jak potem zderzanie tych naszych przemyśleń z innymi. 

To wydaje mi się, że ten proces właśnie myślowy, on w pewnym momencie tak kiełkuje, że dochodzi się do pewnych ścieżek. No i też nie bójmy się relacji z klientami i pytania klientów, czy to jest dobra ścieżka, bo często nam się wydaje, że coś jest dobrze, no a wcale dobra ta ścieżka nie jest. Sama mówię też to z doświadczenia, bo wiele projektów, które wydawały mi się po prostu strzelone w punkt, okazywało się, że to wcale nie o to chodziło i trzeba było tak naprawdę zaczynać od nowa albo chociaż cofać się do połowy. Także tutaj zderzanie się i mówienie głośne o projektach i zdarzanie swoich pomysłów z innymi bardzo pomaga i też często włącza taką korbkę, później udaje się dojść do tego, do tej dobrej idei.

NB: Ok, super, fajnie. Dziękuję Ci za te wszystkie odpowiedzi i za Twoje opowieści. Nasze spotkanie dobiegło końca, więc też chciałam przy okazji podziękować tym wszystkim osobom, które się przysłuchiwały, przyglądały i również zadawały pytania. Ja od razu mówię, że tak jak wspominałam na początku, w opisie tego filmu są linki do miejsc, gdzie znajdziecie Adę i zachęcam do obserwowania, komentowania i podziwiania tych wszystkich prac, które umieszcza, zwłaszcza na Instagramie, najczęściej podglądam na Instagramie. No i tak, i jeżeli będziecie mieć pewnie więcej pytań, to podejrzewam, że mogą Ada odzywać się do Ciebie w internetach.

AS: Na maila, pamiętajcie.

NB: Tak, chociaż ja maila w filmie nie podałam, bo bałam się, że będziesz miała zaraz jakiś spam automatyczny z YouTube’a.

AS: Kto się postara, ten znajdzie na spokojnie.

NB: Tak, myślę że nie będzie to trudne.

AS: Obiecuję, że będę teraz odpisywała przez następny tydzień, będę mocno sprawdzała i odpisywała każdemu.

NB: No to będziemy zaraz sprawdzać. Dajcie znać jak wam poszło z próbą kontaktu z Adą na Insta. No dobrze, i tak, dziękuję Ci ślicznie. Myślę, że mogłaś tutaj zainspirować kilka osób, które być może myślą również o takiej pracy twórczej. I co, i lecimy chyba, koniec.

Trzeba odpocząć w końcu po tym długim dniu i do zobaczenia w innych miejscach w internecie. Cześć.

AS: Dziękuję bardzo wam, na razie.

Zobacz też
Czytaj dalej

Sylvain Chomet

Kiedy wybierałam się na studia graficzne uparcie twierdziłam, że będę animatorem – zafascynowana możliwościami nowych technologii wyobrażałam sobie w głowie kolejne…
Czytaj dalej
marjane satrapi
Czytaj dalej

Marjane Satrapi

O Marjane zrobiło się głośno po premierze jej animowanego filmu Persepolis, opartego na autobiograficznym komiksie o tej samej nazwie. Jeżeli nie kojarzycie samej autorki…
Czytaj dalej