Leżeć i pachnieć, czyli być freelancerem

Pamiętam jak marzyłam sobie kiedyś, że będę światowej sławy fotografem, wsiądę do mojego land rovera (siedem lat później nadal nie mam prawka) i będę przemierzać Afrykę z aparatem na szyi fotografując małe, brudne dzieci z pękatymi od głodu brzuszkami. Tak mniej więcej wyobrażałam sobie wtedy pracę freelancera. Będę mogła robić co chcę, gdzie chcę, kiedy chcę i zarabiać przy tym kupę szmalu. Raz Kenia, raz Brazylia, raz na jakiś czas Japonia. Uśmiałam się pisząc powyższe zdania…
Nie mówię, że tak nie można, że się nie da, że to niemożliwe. Jasne, że możliwe i dążę do takiej swobody. Zanim ten etap jednak nastąpi śmiem podejrzewać, że minie kilkadziesiąt dobrych lat. No ale jak to zrobić, co? Nie mam pojęcia.

Zamiast jednak skupiać się na moich światłych planach na przyszłość, możemy odpowiedzieć sobie na pytanie – czy warto pracować jako freelancer? To zależy. O czym trzeba pamiętać decydując się na bycie dezajnerem freelancerem?

Nie ma tak dużo leżenia

Niestety. Mało kto zdaje sobie na początku sprawę z tego, jak pracochłonny to biznes. Wiele osób postrzega bycie freelancerem jako drugą pracę – taką robotę po godzinach (a se dorobię na kawę w starbaksie i nowego ajpada). Tymczasem freelance to sposób na życie – styl życia rzec można, na który o dziwo poświęcisz dużo więcej czasu niż pracując u kogoś na etacie.

Warto zdać sobie sprawę też z jednej rzeczy – jako wolny strzelec robisz zdecydowanie więcej roboty… za darmo. Ale, że jak to? No tak to. Siedząc od 9-17 w biurze projektujesz, kodujesz, rysujesz ale też odpowiadasz na maile, dzwonisz, dogadujesz, parzysz kawę, czytasz newsy i wreszcie sporo się uczysz i za to wszystko Ci płacą. Wykonując tę samą pracę w domu – odpowiedzi na maile, kontakt z klientem czy wszystkie rzeczy około marketingowe wykonujesz poza godzinami właściwej pracy, za które każesz sobie płacić.

Miliony monet

Musisz liczyć się z tym, że na początku nie będzie łatwo (chyba, że masz dzianych rodziców, którzy opłacą Ci przez najbliższe kilka miesięcy mieszkanie, rachunki, samochód, żarcie, rozrywkę, a w sumie zostawią Ci kupę hajsu w spadku, więc właściwie nie musisz czytać tego posta dalej). Będąc wolnym strzelcem to być trochę ryzykantem – nigdy nie masz pewności, że faktura będzie opłacona na czas, że klient, z którym współpracujesz od ponad miesiąca nie zmieni nagle numeru telefonu i nie ucieknie na Alaskę. I na koniec najgorsze – nigdy nie masz pewności co do płynności zleceń. Bycie freelancerem to dbanie o swój własny biznes, pozyskiwanie nowych klientów i dbanie o tych starych. Może się zdarzyć, że masz okres, gdzie nie wiesz gdzie wepchnąć zlecenia na najbliższe pół roku, a może okazać się po miesiącu, że połowa z tych zleceń nie jest warta świeczki (bo klient nie taki, bo pieniądze nie te, bo to wszystko miało być zupełnie inaczej, szybciej i fajniej, o!). Z biegiem czasu, pracując z różnymi ludźmi wyrobisz sobie system – najwygodniejszy dla Ciebie. Rada ode mnie to przede wszystkim nie zniechęcaj się tak od razu – nikt nie zaczął zleceniem za milion dolców.

To działa też w drugą stronę. Spotykam się z sytuacjami (sama zresztą jestem tego przykładem), że swoje freelancerskie początki zaczyna się od zaniżania stawek. To duży błąd! Jasne, że pojawia się myśl – przecież nie jestem wystarczająco dobry, powinienem się jeszcze czegoś douczyć, Zosia jest lepsza ode mnie więc powinienem wziąć mniej. Nie tędy droga. Zrobienie zlecenia wartego 3000zł za 800zł to nie wrodzona skromność tylko zwykła głupota. Klient przyzwyczajony do Twoich zaniżonych stawek niechętnie przerzuci się na trzykrotnie większe – no bo właściwie, dlaczego ma nagle płacić tak dużo?

Można spać do 12 i popracować trochę wieczorem…

Ile razy to słyszałam? Ba, ile razy sama myślałam w ten sposób? Wolny strzelec to typ pracy, który daje Ci niesamowitą swobodę w tym w jakich godzinach pracujesz i z kim pracujesz. Ale tkwi w tym niezły haczyk. Przez długo czas uparcie twierdziłam, że zdecydowanie lepiej pracuje mi się po nocach – dopóki nie spróbowałam pracować w normalnym systemie 9-17. Najbardziej produktywna jestem zaraz po przebudzeniu – jest czas na sprawdzenie maili, zaparzenie sobie kawy, szybki prysznic i przejrzenie wiadomości branżowych. Wstajesz z łóżka, siadasz do biurka w ulubionych kapciach i rozciągniętym swetrze i spijasz kawę z kubka niemytego już pewnie od tygodnia. Jest czas na pracę i jest czas na odpoczynek, jeśli tylko potrafisz sobie go odpowiednio zorganizować.

Co więcej – godziny poranne to czas, w którym funkcjonuje większość firm. W środku nocy nikt nie odpowie Ci na ważnego maila, praca przeciągnie się do następnego dnia z powodu jakiejś drobnostki a to kolejny dzień oddalony od zapłaty za Twoją pracę.

W domu znajdzie się też kilka pułapek, które tylko czekają na to by odciągnąć Cię od pracy – telewizor, lodówka, konieczność zrobienia prania, odkurzenia, pójścia na pocztę, po zakupy itd. Nagle może okazać się, że znajdujemy czas na wszystko, tylko nie właściwą robotę. Spiąć poślady i ustalić plan i trzymać się go – to recepta na efektywny dzień pracy. Jeśli jednak nie możesz skupić się na pracy w domu, zastanów się nad jakąś kawiarnią, biblioteką czy biurach coworkingowych, gdzie możesz wynająć biurko za kilkadziesiąt złotych.

Praca 24h?

Jak już wspomniałam – freelance to praca 24h, choć nie musi taką być. Mi ciężko oderwać się od roboty, jeśli czuję, że dobrze mi idzie. Nie potrafię odpoczywać w domu – pod ręką mam laptopa, tablet i telefon. Można się do mnie dodzwonić o każdej porze, co kilka godzin ściągam też pocztę. W pewnym momencie uświadamiasz sobie, że właściwe od trzech tygodni nie miałeś wolnego dnia – no bo po co?
Pomyśl o chociaż jednym dniu, w którym nie myślisz o pracy, gdzie nie sięgasz co chwilę po telefon żeby sprawdzić czy ktoś nie podesłał nowych uwag i poprawek. Większość firm nie pracuje w weekendy – dlaczego Ty masz to robić? Raz na jakiś czas zrób sobie urlop. Nie mówię o wyjeździe na drugi koniec świata – choćby odwiedzić rodzinę na kilka dni. Zresetujesz się, zrelaksujesz i być może nowe miejsce, nowi ludzie zainspirują Cię i zmotywują do dalszego działania.

No to warto?

Warto jeśli potrafisz się zorganizować, oddzielić obowiązki od zabawy – masz w sobie trochę dezajnera, trochę sprzedawcy – bo tu sam musisz się zareklamować (żeby nie powiedzieć sprzedać). Myśl o swoich klientach nie jak złu koniecznym ale biznesowych partnerach, popraw relacje z panią Krysią z działu marketingu i rozwijaj się! Cały czas się rozwijaj!

Dla zainteresowanych odsyłam też na stronę GeekGirls.pl, gdzie pojawił się mój post Jak będę duża, zostanę freelancerem!

Zobacz też