To koniec. Czyli zwijam internetową działalność.

Zakładam, że czytacie tytuły materiałów, które otwieracie, to wiecie już, o czym będzie ten wpis. A będzie o pożegnaniu.

I nie ma tu żadnego clickbaitu i naciągania. Pisząc w skrócie – zawijam działalność internetową, a wraz z nią, zamykam w sumie… wszystko.

I wiem, że to może wydawać się bardzo, hm, nieoczekiwane i na ostatnią chwilę, ale biłam się z tą myślą już od pół roku. I dotarło do mnie, że to najlepsze, co mogę w tej chwili zrobić – przede wszystkim dla siebie.

Zacznijmy od tego, że chciałabym wam bardzo podziękować. Za to, że tutaj byliście. Czytacie moje wpisy, być może newslettery. zebza nie istniałaby, gdyby nie społeczność – mnóstwo osób, które motywowały mnie, wspierały, również krytykowały, dając mi sporo energii i napędzając do tego żeby działać dalej i być coraz lepszą. To prawie 15 lat tworzenia treści na bloga, ponad 8 nagrywania filmów na kanał, kilka gdy publikowałam na Instagramie i pisałam newsletter. To duża i ważna część mojego życia, choć skupiona głównie na tej warstwie zawodowej. I myślę, że gdyby nie moja działalność w sieci, nie byłabym tu, gdzie jestem teraz. I to też Wasza zasługa. Dziękuję!

A teraz trochę dłużej…

Czy naprawdę kończę działalność w ramach zebzy?

Serio, serio. Postanowiłam zawiesić działalność kanału, bloga, konta na Instagramie i TikToka (które właściwie i tak leżało odłogiem) oraz newslettera. Wycofuję się też z nagrań podcastu Zależy, co?, do którego współtworzenia zaprosili mnie Magda i Piotr (a który nadal mocno polecam!).

I to tak na zawszeeeee?

Nie wiem. Może tak, może nie. Nie jestem w tej chwili w stanie odpowiedzieć na to pytanie i na pewno nie chcę niczego obiecać. Nie obiecuję więc, że wrócę. A jak wrócę to będę publikować regularnie. Jeśli wrócę, prawdopodobnie wrócę w formie pisemnej – czyli bloga i newslettera, bo te formy sprawiały mi zawsze największą przyjemność. I w sumie trochę przypadkiem wyszedł ten YouTube, jako próba znalezienia nowego formatu. Nie ukrywam jednak, że to pisanie (i czytanie), zawsze było i będzie, najbliżej mojego serduszka.

To teraz o powodach – i myślę, że spokojnie mogę podzielić je na kilka części

Czas, po prostu brakuje mi czasu

Jak wspomniałam, trochę się już biłam z myślami od jakiegoś czasu. I mimo, że tworzenie treści dawało mi ogromną satysfakcję i pozwoliło poznać mnóstwo ciekawych osób, to jednocześnie było dużym obciążeniem czasowym. Kto tworzył treści do sieci to wie, ile pracy kryje się za krótkim wpisem na Instagramie, zbieraniem ciekawostek do newslettera, robieniem researchu do obszernych materiałów, nagraniami, montażem, promocją treści.

Zawsze przede wszystkim byłam projektantką – pracowałam przez zdecydowaną większość 8 lat tworzenia kanału „full time”. A to oznacza, że treści powstawały wieczorami, porankami albo w weekendy. I nawet mocno optymalizując sobie pracę i automatyzując co się da, to wciąż mnóstwo roboty przy kompie, na którą po całym dniu pracy, po prostu nie mam już ochoty.

I to zawsze był wybór – czy pójdę na trening, czy będę montować, czy przeczytam książkę, czy będę redagować napisy do filmu, a może pójdę do kina – czy jednak stworzę materiały do kolejnego wpisu. Nawet tak prozaiczna rzecz, jak czytanie książek, przestało mnie w którymś momencie cieszyć. Bo po prostu, z poczucia obowiązku, sięgałam głównie po te, które były związane z moją pracą i działaniami w necie. To wciąż dobre książki i lubiłam je czytać – niemniej, jeśli poświęcam czas na nie, brakuje czasu na coś innego.

Zmiana kierunku

zebza była zawsze miejscem, gdzie pisałam lub nagrywałam o projektowaniu ogólnie. O projektowaniu graficznym, tworzeniu identyfikacji, warstwie wizualnej i pochodnych.

Zawodowo duża część tych rzeczy już mnie niezbyt interesuje. Wciąż z zaciekawieniem przyglądam się rebrandingom albo opakowaniom na sklepowych półkach. Zachwycam klasycznymi technikami wykorzystywanymi w mediach cyfrowych. Czasem wpadnie mi do ręki artykuł związany z marketingiem i kampaniami różnych marek. Ale to nie jest ten poziom zainteresowania, kiedy zajmowałam się tym zawodowo.

I to też moim zdaniem wpływa na to, jak o tym piszę. Na jakie aspekty zwracam uwagę. I czy w ogóle mam ochotę zgłębiać niektóre tematy. I jasne, mogłabym powiedzieć – zmieniam kierunek, będzie tylko o UX! Albo interfejsach! I wtedy umarłabym już z nudów totalnie. Nie dlatego, że uważam to za nudny kierunek, uwielbiam to co robię. Ale znowu – robię to ponad 8h dziennie w pracy. Niekoniecznie chcę spędzać drugie tyle w ciągu dnia żeby przygotować materiały na bloga.

Robienie rzeczy na pół gwizdka

Od dłuższego czasu zmuszałam się do tego żeby robić rzeczy na kanał i często traciła na tym jakość materiałów. Robiąc treści o czymś wizualnym, logicznym wydaje się pokazywać jak najwięcej w formie obrazu. A nie wiem czy zwróciliście uwagę, że coraz więcej treści, które ostatnio powstawało, było treściami praktycznie audio. Mam zeszyty zapisane pomysłami na treści i formaty. Na to jak można pokazać jakieś koncepty w formie krótkich filmów czy animacji. I to, że ja wiem jak to robić lepiej, a tego nie robię, mega mnie wkurza!

I to nie jest tak, że ja jestem jakąś perfekcjonistką – inaczej mój kanał czy blog nigdy by nie powstały. Ale jest dużo rzeczy, które wiem, że mogłabym poprawić i robić lepiej. I brak czasu i motywacji do tego sprawia, że tylko mnie te niedociągnięcia irytują.

Nie lubię robić rzeczy połowicznie, a w przypadku zebzy od długiego czasu już tak działam.

Chroniczne bycie online

Z tworzeniem treści lub samą, nazwijmy to, kuracją treści – co robiłam w przypadku newslettera, również wiąże się inna rzecz. A mianowicie – chroniczne scrollowanie treści. Newsletterów, blogów, serwisów online, portali społecznościowych, grup, discordów, kanałów na YouTube i wertowaniu książek. Żeby polecić artykuł na jakiś temat, nigdy nie czytałam tylko jednego, a pięć – no bo jakoś trzeba je porównać i wybrać te najciekawsze lub najprościej napisane. W efekcie dużo czasu spędza się na przyglądaniu się dyskusjom społeczności, komentarzom, czasem kłótniom. Do szału doprowadza mnie kręcenie gówno burzy na LinkedIn czy Fejsie, byle tylko zebrać jakieś lajki.

Nie będę nawet zaczynać tematu jaki wpływ portale społecznościowe mają na naszą psychę i nastrój. Teraz mam ochotę patrzeć na niebo i przytulać się do drzew. I YouTube mi tego nie zastąpi.

Pogoń za wyświetleniami i statystykami

A jak już jesteśmy w temacie bycia online, to nie sposób nie wspomnieć o algorytmach, zasięgach, lajkach i tych wszystkich rzeczach, które niby mnie totalnie nie obchodzą, ale wcale tak nie jest.

Jako, że działania w sieci nie były czymś, z czego się utrzymywałam, mogłam zawsze trochę odpuścić „zasięgi”. No bo koniec końców, to, że jeden czy drugi film albo wpis na blogu, w ogóle nie docierają do odbiorców, niespecjalnie robiło jakąkolwiek różnicę. Nie musiałam tworzyć treści regularnie, nie zależało od tego to, czy będę miała klientów i zlecenia na następne tematy. Więc chyba spoko?

Ale jak spędzacie godziny na tworzeniu jakiegoś materiału, zapraszacie ludzi do tego, żeby się tam pojawili, pogadali. A potem okazuje się, że nikt nie klika, to jest mimo wszystko takie poczucie, że kurczę, mogłoby być lepiej.

Pojawiają się jednak wtedy kolejne pytania. Robić tak, jak oczekują tego „użytkownicy” i wykręcać clickbaitowe tytuły i żenujące miniatury (i stracić przy okazji resztki godności i szacunku do samej siebie)? Albo postawić na te formaty, które mi się sprawdziły, ale zajmowały tonę czasu więcej? Czy robić tak jak robiłam to do tej pory i liczyć się z tym, że no cóż, prawie nikt tego nie czyta?

No i podsumowując, nie podoba mi się żadne z tych rozwiązań. Więc wolę sobie powiedzieć – wystarczy.

O mamo, to co ja będę teraz czytać / oglądać?

Ograniczając się tylko do treści tworzonych po polsku, macie wciąż spory wybór – mamy trochę internetowych twórców i zebrałam ich już jakichś czas temu, w jednym blogowym wpisie – polskie materiały o projektowaniu UX i interfejsach. Mnóstwo materiałów edukacyjnych opisywałam też w kategorii „Edukacja” na blogu, gdzie listowałam różne książki i platformy kursowe, więc zachęcam do zerknięcia. No i niekończąca się lista książek (a wciąż powstają nowe).

Co się stanie z istniejącymi filmami i wpisami na blogu?

Mimo, że kończę z publikacjami, nie chcę usuwać z sieci tego, co już stworzyłam. Dlatego zrobię wszystko, żeby te treści nadal były dostępne. Wiąże się to jednak z kosztami utrzymania hostingu i domeny. Dlatego jeśli chcecie pomóc mi w dorzuceniu się do opłat, po prostu udostępniajcie moje filmy na YouTube (gdzie dostępne są reklamy) albo skorzystajcie z mojego linku afiliacyjnego do abonamentu IxDF – za każdy zakupiony dostęp dostaję część tej kwoty. A platformę od zawsze polecałam, bo korzystam z niej dość aktywnie.

Szkoda mi też wyrzucać tak dużą bazę treści, więc jak długo będę mogła, będę opłacać hosting i domenę.

I to by było chyba na tyle

No i tak. Zakończyłabym jakimś inspirującym cytatem czy coś, ale nie chcę polecieć jakimś patosem, bo to jednak tylko jakiś blog, kanał i jedna typiara, która lubi projektowanie. Więc na koniec powiem tylko tyle, weźcie się nawadniajcie, wysypiajcie i odpoczywajcie, bo zmęczeni projektanci i projektantki są śmieszni na memach, ale już nie tak bardzo w prawdziwym świecie. Zdrówka!

You May Also Like
podsumowanie
Read More

Zebzowe podsumowanie 2019

Kończąc rok staram się mieć spisane kilka celów na ten nadchodzący. Co roku robię również podsumowanie tego co mi się udało, a co zupełnie…
kanal na youtubie o designie
Read More

ZEBZA na YouTube!

Hej, dzisiaj wielki dzień w historii bloga bo… pojawia się nowy format – video. Jeżeli macie ochotę posłuchać gadającej…